sobota, 31 maja 2014

Wreszcie weekend i wreszcie wyszło słońce! Mam już serdecznie dość tych "mrozów"! Przesada, żeby wiosną spać pod kołdrą i kocem, a wyjście z domu wiąże się z założeniem koszulki, swetra, grubej bluzy i kurtki... No ja rozumiem, że jestem strasznym zmarźlakiem, no ale...

Co do mnie to... Jakoś leci, szukam pracy i zbliża mi sie kolejny egzamin- już ostatni,ale najcięższy.. W między czasie praktyki i początki pisania magisterki... (obrona za rok xD)

Jeśli chodzi o dietę to jest w miarę ok :) Zaczął się sezon na moje wyczekiwane truskawki <3 Dzień się dopiero zaczął, więc rozpisanie bilansu nie miałoby sensu, ale na śniadanie zjadłam ćwiartkę jabłka i kilka truskawek. <3 Pycha! :)))

Poza tym rozglądam się za nowym rowerem, marzę o jakimś miętowym holenderskim z białym koszykiem z przodu... <3 Strasznie mi się podobają, ale kosztują kupę kasy :( Ale jak się na coś uprę to nie ma rzeczy niemożliwych! Uzbieram i będę szczęśliwym człowiekiem. xD

Miłego weekendu wam życzę!

poniedziałek, 26 maja 2014

Jak Wam mija ten wspanialy dzien?
Ja wlasnie wrocilam z zajęć i od Mamy. Kupilam znicze i piękne kwiaty... Przykro mi ale co zrobić?
Jeśli chodzi o bilans to wygląda on następująco:
pól jablka +pól gruszki +3 lyzeczki jogurtu naturalnego,
makaron z truskawkami.
I to by bylo tyle na dzis,

przy okazji... Dziekuje za modlitwe za moja mame... Poplakalam sie jak przeczytalam ten komentarz. Z glebi serca dziekuje!!

niedziela, 25 maja 2014

Bardzo dziękuję Wam za wsparcie, za to, że zawsze mogę na Was liczyć.
Ostatnio w moim życiu nie dzieje się najlepiej i stąd te zrzędliwe notki. Ale podobno po burzy wychodzi słońce, miejmy nadzieję, że i tym razem wyjdzie ... i że nie zgaśnie przez długi okres czasu!

Jeśli chodzi o to co u mnie... to jakoś leci. Wczoraj Komunia, dziś relax. Od jutra praktyki...
Wczoraj było tragicznie... strasznie się stresowałam, bo wiedziałam, że będzie pełno żarcia, nie bałam się, że się na nie rzucę- wręcz przeciwnie, bałam się, że będą mi wmuszać. Chciałam uniknąć kłopotliwych pytań i za cel obrałam nakładanie na talerz tak, aby widzieli że jem, ale będą to małe porcje i bardziej będę rozmywać to na talerzu...
Plan oczywiście się rozsypał na dzien dobry, gdy pod Kościołem usłyszałam "A Ty chudsza być nie mogłaś?"... Super.
W domu na stole czekały rozłożone talerze z makaronem- do rosołu.. Bogu dziękowałam, że się odpowiednio do tego przygotowałam nie jedząc nic. 13.00- mogę zjeść ten rosół...
Wiadomo, potem wjeżdża drugie danie... Nie zjadłam nic, było mi gorąco (upały, pełno ludzi w domu...) i źle... Już zaczęły się komentarze... Nie wiedziałam co robić, bo ciągle coś wjeżdżało (nie powiem same pyszności, ale jakoś w ogóle mnie nie ruszały, chciałam chociaż rozpaplać jakąś sałatkę na talerzu,ale nie miałam kompletnie ochoty :( ). Potem tort... wiadomo talerze szły jeden po drugim... Zrobiło mi się gorąco, bo jak wybrnąć? Nie wybrnęłam. Płakać mi się chciało,ale zjadłam. Dziękowałam Bogu, że tort był jeden, a ludzi chmara, więc plasterki były cieniutkie. Potem znów do Kościoła (rozdanie pamiątek ,zdjęcia...) i kolacja... Chciałam przed kolacją zwinąć się do domu, ale musieliśmy czekać na mojego brata, który był chrzestnym "komunisty"... Więc kolacja mnie nie minęła. Niby w żartach, ale usłyszałam, ze jak nie zjem to mnie nakarmią. Serio, dawno nie przeżyłam takiej katorgi, jakieś sałaciska z majonezem (po którym od dziecka mnie mdli!) i pełno mięch, których nie jadam... Co robić? Na ratunek wjechała jakaś sałatka z sałaty, kukurydzy i różnych świeżych warzyw. Uffff... Jedna łyżka rozprowadzona po całym talerzu! URATOWANA!

Nawet nie wiecie jak mi było ciężko tego dnia. Wróciłam do domu, wszyscy narzekali, że źle się czują z przeżarcia, a ja szczęśliwa poszłam spać. :)


wtorek, 20 maja 2014

Przyszła kolej na kolejną osobę... :(
Tym razem Bóg zabrał mi Babcię. Guz trzustki...
Nie mam już prawie nikogo :(
Boli...

czwartek, 15 maja 2014

Dziś był jeden z okropnie stresujących dni. Większość spraw udało się załatwić i to pozytywnie. :) Egzamin myślę, że też zdany, więc jestem zadowolona. Przez tydzień chodziłam, a raczej toczyłam się po dnie. A dziś? Wstałam! WRESZCIE! W zasadzie to dopiero przed chwilą. Ale ciesze się, że odżyłam. Byłam u Mamy, serce mi urosło, tak ją kocham. <3 Szkoda, tylko że mogę odwiedzać ja na cmentarzu :(

Co do diety to ostatnimi czasy bywało różnie,ale nie tragicznie.

Dziś: kaszka owsiana + banan
trzy krótkie drobiowe kabanosy, a raczej kiełbaski drobiowe, które imitują kabanosy xD
łyżka twarogu bez niczego.

Myślę, że źle nie jest. Do tego zaczęłam od 11 maja treningi! Daaawno nie ćwiczyłam, opieprzałam się równo! Teraz na samą myśl buzia mi się śmieje. :) Nie jest to nic odkrywczego, sama dobieram sobie ćwiczenia/ aktywności, na które mam w danej chwili ochotę. :)

Właśnie lecę wykonać swój dzisiejszy plan. :)

Miłego weekendu!

piątek, 9 maja 2014

Chyba udało mi się pododawać Wasze blogi, mozolna praca... :o
Dziękuję za linki.
Jeśli chodzi o mnie to samopoczucie lepsze, choć jeszcze parę razy się pogorszy, bo od przyszłego tygodnia zaczynam egzaminy- przyspieszona sesja ("zerówki" które zamierzam zdać)...

Co do diety to jest ok, ale zawsze mogłoby być lepiej. Wkurzam się na siebie, jak zjem coś czego nie powinnam, potrafię mieć wyrzuty sumienia z powodu zjedzonej parówki na śniadanie... Męczy mnie to,ale z drugiej strony brnę w to dalej, chcę schudnąć jeszcze, szczególnie teraz gdy waga pokazuje 54 (jestem napompowana jak balon, powinnam dostać okres, ale z wiadomych względów jego nie ma...).

No nic, lecę się położyć, pogoda beznadziejna i jestem ciągle senna.
Miłego weekendu Wam życzę!!!

poniedziałek, 5 maja 2014


Ile razy można upadać? Kiedy nastąpi ten dzień, że się podniesiemy? Mam kolejny beznadziejny dzień do mojej kolekcji... Już nawet nie liczę który. 
Przed chwilą się ważyłam.. 53,7. Nie pamiętam kiedy tyle ważyłam.. I WCALE mi się to nie podoba. Boli... Mam nową wagę, taką precyzyjną- podobno... Teraz każde 100g będzie mi wypominać. Ale to dobrze- większa motywacja. Mimo, ze od tali do góry wyglądam jak wyglądam, to niestety brzuch i uda są moim przekleństwem. Kto wie, może kiedyś Wam pokażę.


P.S Zostawiajcie swoje linki prosze... Chętnie Was poodwiedzam jak do tej pory, niestety mój geniusz robiąc porządki postanowił skasować wszystkie linki i dodać na nowo, bo wiele blogów było już nieaktualizowanych.... Niestety się nie zapisała nowa lista, prócz jednej pozycji- nie wiem czemu :(  Zostawcie linki to wpadne i dodam Was do listy. Trzymajcie się!

niedziela, 4 maja 2014

Patrze... o mnie! Ile razy słyszałam, że mam szerokie uda, że nie jestem gruba, ale mam kobiece kształty... Ile razy mówiłam, że schudnę i spotykałam się z szyderstwem!  Racja, nigdy nie potrafiłam się odchudzać, w "macu" potrafiłam jeść co drugi dzień duży zestaw... chipsy do wieczornego filmu były normą... 
Dałam radę. Pokonałam samą siebie (aż chyba za bardzo...). Mam nadzieję, że każda dziewczyna, która ma NADWAGĘ przeczyta to i zawalczy. Bo chcieć to móc. Skoro JA dałam radę, to TY też dasz... 

POWODZENIA! 


P.S Moja walka oczywiście nadal trwa... Mimo, że wiem, że to nierozsądne chcę zobaczyć 4 z przodu. I zobaczę. Prędzej czy później zobaczę. Dobrze, że zaraz lato, więcej ruchu, zagospodarowany czas, czyli to co lubię! A teraz... lecę szukać sukienki na Komunię/Ślub. Trzymajcie kciuki!

sobota, 3 maja 2014

Nie jestem silna... Jestem tchórzem. Pokłociłam się z koleżanką... Ale tak porządnie, że nie chce mnie znać. Podobno to moja wina. Chce mi się płakać i nie mam już sił... Chce zasnąć i przespać cały dzień...

Dobrze, że nie mam w zwyczaju zajadać głodu... Dziś zjadłam... pół kubka płatków ryżowych na mleku i garść słonecznika. Na dziś zaplanowany jogurt naturalny.. Ale czy go zjem? Nie wiem.. Nie mam na nic ochoty. Może z wyjątkiem kawy.

Jestem słaba... kolejny raz upadam...


To tak jest, przychodzą te lepsze dni, gdy wydaje się, że jest dobrze, ze oddycha sie, jak dawniej, gdy cieszą drobne sprawy, jak dawniej… nawet nie tylko wydaje sie, po prostu jest dobrze, juz sie nie płacze… wdziera sie wtedy w serce malutka nadzieja, ze tak juz będzie zawsze… Ale ból wraca, nawet może bardziej dotkliwy niż poprzednio. 

czwartek, 1 maja 2014

Istniejemy. Bo żyjemy to za dużo powiedziane. Uśmiechamy się. Ale nie jesteśmy tak naprawdę szczęśliwi. Tamujemy łzy. Bo płaczu nie dalibyśmy rady powstrzymać. Istniejemy. Ale nie jesteśmy w stanie żyć...


Tak...
Majówka. Moja połączona jest ze świętami, przełożyliśmy zajęcia i miałam, a raczej mam dużo wolnego. Cieszę się. Choć z wypoczynkiem kiepsko, bo zdecyowaliśmy się na remont, który trwa już tydzień,a pewnie drugi tydzień przed nami... Mam dość tego syfu :o

Poza tym.. jakoś leci. :) Jem to co zawsze, głównie jakieś jogurty, owoce, warzywa, czasem jakiś twarożek. Wczoraj np. ciasteczka milki (te biszkoptowe) i czekoladę, a potem rzygałam chyba przez godzinę (z przerwami), bo wyrzuty sumienia były tak silne... Masakra, wiem.

Dziś boli mnie bardzo gardło, ciągle mi zimno, źle... Ale po burzy wychodzi słońce, prawda?

Trzymajcie się!