niedziela, 25 maja 2014

Bardzo dziękuję Wam za wsparcie, za to, że zawsze mogę na Was liczyć.
Ostatnio w moim życiu nie dzieje się najlepiej i stąd te zrzędliwe notki. Ale podobno po burzy wychodzi słońce, miejmy nadzieję, że i tym razem wyjdzie ... i że nie zgaśnie przez długi okres czasu!

Jeśli chodzi o to co u mnie... to jakoś leci. Wczoraj Komunia, dziś relax. Od jutra praktyki...
Wczoraj było tragicznie... strasznie się stresowałam, bo wiedziałam, że będzie pełno żarcia, nie bałam się, że się na nie rzucę- wręcz przeciwnie, bałam się, że będą mi wmuszać. Chciałam uniknąć kłopotliwych pytań i za cel obrałam nakładanie na talerz tak, aby widzieli że jem, ale będą to małe porcje i bardziej będę rozmywać to na talerzu...
Plan oczywiście się rozsypał na dzien dobry, gdy pod Kościołem usłyszałam "A Ty chudsza być nie mogłaś?"... Super.
W domu na stole czekały rozłożone talerze z makaronem- do rosołu.. Bogu dziękowałam, że się odpowiednio do tego przygotowałam nie jedząc nic. 13.00- mogę zjeść ten rosół...
Wiadomo, potem wjeżdża drugie danie... Nie zjadłam nic, było mi gorąco (upały, pełno ludzi w domu...) i źle... Już zaczęły się komentarze... Nie wiedziałam co robić, bo ciągle coś wjeżdżało (nie powiem same pyszności, ale jakoś w ogóle mnie nie ruszały, chciałam chociaż rozpaplać jakąś sałatkę na talerzu,ale nie miałam kompletnie ochoty :( ). Potem tort... wiadomo talerze szły jeden po drugim... Zrobiło mi się gorąco, bo jak wybrnąć? Nie wybrnęłam. Płakać mi się chciało,ale zjadłam. Dziękowałam Bogu, że tort był jeden, a ludzi chmara, więc plasterki były cieniutkie. Potem znów do Kościoła (rozdanie pamiątek ,zdjęcia...) i kolacja... Chciałam przed kolacją zwinąć się do domu, ale musieliśmy czekać na mojego brata, który był chrzestnym "komunisty"... Więc kolacja mnie nie minęła. Niby w żartach, ale usłyszałam, ze jak nie zjem to mnie nakarmią. Serio, dawno nie przeżyłam takiej katorgi, jakieś sałaciska z majonezem (po którym od dziecka mnie mdli!) i pełno mięch, których nie jadam... Co robić? Na ratunek wjechała jakaś sałatka z sałaty, kukurydzy i różnych świeżych warzyw. Uffff... Jedna łyżka rozprowadzona po całym talerzu! URATOWANA!

Nawet nie wiecie jak mi było ciężko tego dnia. Wróciłam do domu, wszyscy narzekali, że źle się czują z przeżarcia, a ja szczęśliwa poszłam spać. :)


6 komentarzy:

  1. komeplemt na spotkaniach rodzinnych są najcenniejsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było w formie wrzuty a nie komplement ;p

      Usuń
  2. Ja bym stamtąd uciekła. Tyle jedzenia! Okropność. Jestem z ciebie dumna, poradziłaś sobie w tak ciężkiej sytuacji. Gratuluję i ściskam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietnie dalas sobie rade. Wyszlas obronna reka z prawdziwej opresji :-). Gratulacje

    OdpowiedzUsuń
  4. Brawo! Ale nawet jakbyś na kolacje zjadła taką sałatkę ze świeżych warzyw to nic by CI się nie stało, bo to prawie nie ma kalorii ;) Ale gratuulację!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz, że jesteś motywująca? I to tak bardzo, bardzo :)
    Trzymaj się =]
    PS. Nie wiem, czy jesteś chrześcijanką, i czy to ma jakieś znaczenie, ale pomodliłam się za Twoją mamę.

    OdpowiedzUsuń