czwartek, 23 października 2014

chudnę, tyję, chudnę, tyje... I tak w kółko. Obecnie chudnę.
56,9 rano.
pokonam ten tłuszcz. Udowodnię wszystkim. Nie chce wyglądać tak jak teraz. Choć jest lepiej jak dwa tygodnie temu...

niedziela, 19 października 2014

snila mi sie mama.
w glebi serca zawsze wiedzialam, ze wroci.
wrocila.
ale to co powiedziala, bardzo mnie zabolalo.
mowila, ze ona tak naprawdę nie umarła, ale musiala odejść bo miala nas dość.
zaczelam plakac i tak rycząc obudzily mnie lzy splywajace po policzkach.
dawno nie plakalam przez sen... Dawno nie płakałam TAK przez sen...
cala poduszka mokra i ja...nie mogaca sie uspokoić. :(

środa, 15 października 2014

Wszystkie moje ukochane blogi zaczynają znikać.. Fakt, na ich miejsce pojawiają sie nowe. Zostawiajcie prosze linki jak juz tu wpadniecie.;)
chętnie u Was zawitam.

u mnie kolejny -1kg. :)

jestem bardzo przemęczona.. W zasadzie nie mam czasu na jedzenie;(
dla przykladu ten tydzień rozklada sie następująco:
pon- uczelnia 8-17
wtorek - praca 7-19
sroda -uczelnia 8-17, potem od razu na nockę 19-7.. Po nocce od razu na uczelnie 8-16... I tym sposobem mamy czwartek...
piatek- praca 7-19
sobota praca 7-19
niedziela nocka 19-7..

jak to zniosę? Nie wiem. To dla mnie proba wytrwalosci. Ciekawe którego dnia padnę i zemdleje:p

wczoraj kobitki mi powiedzialy, ze pewnie nie jem bo jestem modelka, bo mam takie predyspozycje, Buzka sliczna i zgrabne cialo.. Nie,powiem, bardzo milo mi sie zrobilo, choć jednocześnie chcialo mi sie smiac xd szczególnie ze zgrabnego cialka xd
schudnę, obiecuje!
odnalazlam w sobie sile i moge przenosić góry! Nic mnie nie zlamie!!!!

sobota, 11 października 2014

Bilanse:
Wczoraj.
5 wafli ryżowych, pomidor, kawalek cebulki.

Dzis.
buraczki tarte, 4parowki, ser.

waga spadla o prawie 2kg ;)
lece zaraz do pracy na nockę wiec nic juz nie zjem ;))) zresztą nawet nie mam ochoty :)

piątek, 10 października 2014

Jeśli chodzi o wczorajszy dzien to byl w miarę ok. Zjadlam przez caly dzien 7 wafli ryżowych, lyzeczke twarozku i paszteciku. Moja przyszla bratowa piecze najlepszy pasztet xd
poza tym bylam do 20na uczelni i wrocilam baaardzo zmeczona. Humoru nie poprawiam fakt, ze następnego dnia, czyli dzis...na 7 do pracy...
Mam obecnie kryzys jakas mega zmęczona jestem... Nie mam w ogóle wolnego jak nie uczelnia to praca..i tak przez najblizszy rok:o

ale dam rade, bo kto jak nie ja?

waga po malutku drży i opada.
okresu jak nie bylo prawie pól roku, tak teraz mam drugi raz w niekrotkin czasie... No ok moze trwa on dwa dni max ale mnie irytuje:p niby powinnam sie cieszyc, ale czuje sie źle, wiec narzekam..:D

lece do pracy, potem napisze dzisiejszy bilans.
buziaki;*

środa, 8 października 2014

wczoraj nawaliłam. Zjadlam czekoladę krowkowa. Dlaczego? Chcialam żeby zniknęła, żeby wzrósł mi poziom endorfin... A jaki byl efekt? Totalny dol. Jeszcze większy jak przed zjedzeniem tej nieszczęsnej czekolady..
poza tym jednym dniem jest ok. Tzn tylko pod względem diety.
dzis:
pól kubka owsianki na mleku,
dwa chrupkie,twarożek, pomidor.

dużo cwicze, pot sie leje, waga stoi (eee?!?!?! Może sie popsuła, bo jak to tak?!)
poza tym.. Jakos leci. Jestem mistrzem w "niepodejmowaniu decyzji". Nie wiem czemu. Ale nie potrafie... Strasznie mnie to meczy i przytłacza.   ;/

poniedziałek, 6 października 2014

Dawno nie bylam tak zmeczona.
piątek -12h pracy,
z soboty na niedziele nocka 12h... Wrocilam i zjadlam owsiankę na jogurcie pitnym o godzinie 14.30.
z niedzieli na poniedzialek znowu nocka. Od popołudnia na owsiance, ale dałam rade. W poniedzialek zeszlam z nocki po 7. Na 8 na wykłady. Myslalam, ze umrę. Siedzenie na dupie do 17... Oczywiscie na tej owsiance z dnia poprzedniego...
dzis ledwie żyje, ale jestem z siebie dumna, ze dałam rade. I nie pisze tu o jedzeniu  ...
Dzis o 17.. Całkiem sporo wafli ryżowych, jeden chrupki+2 parowki z szynki , pomidor , kawalek ogórka.
Oczywiscie ze względu na ilość i porę nic wiecej nie zjem. Zresztą nie czuje potrzeby..
Padam. Ale jestem z siebie dumna.

piątek, 3 października 2014

Dziś:
pól gruszki,
plasterek pieczonego pasztetu,
mala miska zupy pieczarkowej (niezabielana, chuda, bez makaronu).
dwie kawy z mlekiem, bez cukru.

nie wiem jak dzis będzie z ćwiczeniami, bo nabiegalam sie jak glupia w pracy i jestem wykończona... Pogodzenie pelnego etatu i studiow dziennych to wyzsza szkola jazdy..

czwartek, 2 października 2014

walczę.
wczoraj wróciłam z zajęć i późnym wieczorem zrobiłam:
110 pajacykow,
110 brzuszków,
110 nożyc pionowych,
110 nożyc poziomych.

Dzis wstalam i pojechałam na uczelnie rowerem. Godzina intensywnego wysilku. Zaraz zrobie ćwiczenia.
Bilans z dzis:
4 chrupkie z pasztetem i twarożkiem + gruntowy ogorek
garść orzechów włoskich
dwie kawy z mlekiem bez cukru.

czuje sile. caly czas slysze w glowie "przytyłaś". To mnie mobilizuje. Daje sile do walki. Ogromny kop w dupe, który mam nadzieje mi pomoże. Musi.

środa, 1 października 2014

postanowiłam być normalna.
wiele dziwnych tekstów o moim nie jedzeniu mi w tym pomoglo. Przytylam, wiadomo.
obecnie waze 59kg. Zaprzepascilam to, o co tak walczyłam. Czy czuje sie zdrowa, szczesliwa? NIE. Jestem zalamana. Sięgam dna. Znajomi mówią mi "Przytylas, wyglądasz ślicznie!". Dla mnie to jak policzek . wstydzę sie wyjsc w krotkim rękawku, w czymś co mnie opina. Mam wrażenie ze kazdy gapi sie na moje fałdy... Siedze i ryczę i nie mam sil. Podobno mialo być juz lepiej, tymczasem katuje sie ćwiczeniami i prawie nie jem. Schudnę. Nie pozwolę na to by byc takim chodzącym prosiakiem jakim jestem teraz. Toczącą sie kupa tluszczu.
jestem zalamana... Totalnie... Schudnę. Obiecuje.
dzis - gruszka+ trzy chrupkie  z pomidorem.

schudnę... Musze.. Pomocy ;(