piątek, 29 stycznia 2016


Juz po wszystkim.
Wrocilam do domu... Wykończona.
waga 56. Ja bylam mile zaskoczona, Pani ktora mnie wazyla juz mniej... Za dwa tygodnie kolejne ważenie...
Teraz największy stres we wtorek... Nie wiem jak ja to przeżyje :(
mam maraton w pracy :(
zjadam jogurt z orzechami/jagodami goji/słonecznikiem/platkami owsianymi przez jeden dzien.
Troche sie boję bo dzis mam ważenie... Jestem załamana :( Boje się, ze będzie 58:( ostatnio na ważeniu bylo 56 a to tylko dlatego ze wypilam trzy szklanki wody założyłam sweterek i miałam pelne kieszenie. Dzis w druga stronę... Boje sie wstydu :( jem Malo a tyje, podejrzewam o to tabletki... :/
Choc i tak jest ciut lepiej od kad biorę acai berry ... Ale to dopiero trzeci dzień wiec muszę na efekty poczekać.
Boje sie....

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Nadal puchnę, mimo ze Np wczoraj zjadłam tylko jabłka i mandarynki (do godziny 16!!!) potem nic. Normalnie miałabym dzis plaski brzuch, tymczasem niewiele brakuje by leżał ni na kolanach. Nie rozumiem tego i nie mogę sobie z tym poradzić...


Jedne leki zostały mi jeszcze zwiększone... Ale dzieki temu moge jako tako spac.
Dziś dostane termin, kiedy musze zgłosić się na oddzial dzienny na terapie. Zalamka. Mam wrażenie ze upadam coraz niżej zamiast piąć się w górę....

środa, 20 stycznia 2016


Nie wzięłam tabletek. Nie powiem bym czula sie lepiej ...
Ale nie moge juz na siebie patrzeć. Jestem jednym WIELKIM obrzydzeniem dla siebie .


Bilans- jabłko.

jem Malo, ciągle sie zle czuje, do tego tyje bez wyraźnej przyczyny. Wszystko zwalam wiec na psychotropy które musze brać z powodu depresji.
Nie chce juz tego łykać. Powiedzialam to wprost. Dzis telefoniczna konsultacja z psychiatra.
Jestem taka bezsilna... i nie moge na siebie patrzeć:( najgorsze jest to ze jak powiedzialam medykowi ze tyje po tych lekach to uslyszalam ze to jest w mojej glowie, ze ja sie taka widze.
ale to nie jest w mojej glowie... Spodnie czy waga nie kłamią... Tylko nikt już nie jest w stanie mnie zrozumieć...:(

poniedziałek, 18 stycznia 2016

sobota, 16 stycznia 2016

po ważeniu okej. Nie sadzilam ze będzie tak super. Wagi 57 nie osiągnęłam... Balam sie konsekwencji... Brakowało kilograma mimo wypicia 750ml wody i ważenia w ciuchach i swetrze i pelnymi kieszeniami... Ale dowiedzialam sie ze jest dobrze. Ze pani ta cieszy sie, ze waga nie spadla a pare gram wzrosła. Nie spodziewałam sie...


po poludniu psychiatra. Dawno nie wyryczalam tylu lez. Oczywiście przed.. Bo w trakcie probowalam sie powstrzymywać. Generalnie dowiedzialam sie ze mam tak gleboka depresje ze nie jest do mnie w stanie dotrzeć żadnym słowem wiec poki co prosi bym brala dwa antydepresanty... Przepisala mi je. Ogólnie nie mowila nic o jedzeniu. Podejrzewam ze ten problem okazał sie jej powazniejszy na chwile obecna. W końcu ile moze wytrzymać organizm bez snu?
leki kupione. Ale mam mieszane uczucia. Niby moze wystapic brak apetytu, nudności .. Ale prawdopodobieństwo przytycia też jest. Boje sie tego...
Teraz idę do pracy... Jak zwykle zmeczona po przespaniu może z 3h i to z kilkunastoma pobudkami po drodze...



piątek, 15 stycznia 2016

jutro ważenie. Brakuje trochę.
co sie wydarzy? Jakie będą konsekwencje?
po poludniu psychiatra. Pierwsza wizyta... Czego sie spodziewać? Jestem załamana. Rycze od trzech dni. Od tylu samo nie śpię...
jestem zmeczona i załamana. Nie mam apetytu. Przeciez te 57 juz bylo ... Teraz ważę sie w ciuchach i swetrze i 55,9...
boje sie tego co jutro mnie czeka. Nie chce... :(

sobota, 9 stycznia 2016

Męczący dzien... Ale wreszcie sie wyspalam...
zaraz idę na noc do pracy..


silę do pracy i na caly dzien nadala mi dzis owsianka na kefirze 0% z jabłkiem i kiwi.


noo i to by bylo na tyle.
najgorsze jest to, ze zjadłam to ok 11 wiem ze juz sie spalilo, a ja mam takie wyrzuty sumienia, ze nie moge sobie z nimi poradzić.


jestem beznadziejna. :(

piątek, 8 stycznia 2016


bardzo dziekuje za wsparcie.
tak na prawdę to mogłabym tak żyć caly czas ale depresja spowodowana presja otoczenia nie pozwala mi normalnie funkcjonować....
wszędzie w kolo ktos kaze mi coś robić , jeść, isc na terapie... Jejku... Czy ja jestem ubezwlasnowolniona? Czy ja nie moge zyc tak jak JA chce? Musze zawsze robic to co każą mi inni? Otóż muszę... Inaczej wszystko bym straciła a wtedy juz depresja pokonałaby mnie.
Szkoda tylko, ze nie potrafię zrobić tego czego oczekują wszyscy inni. Jestem beznadziejna.


zjadłam dzis. Kawałek papryki, 3-4 plastry sera, 2 berlinki i 15dkg orzechów.


caly dzien pilnowania... Jutro nie jem nic. Rano sprzątam, potem kolęda i do pracy na noc.


chce przespać najbliższy miesiąc. Już brak mi lez i slow by opisać jaki ogromny bol istnienia czuje... :(

wczoraj nie zjadłam nic.
poszlam na noc do pracy.
rozmowy... Rozmowy... Rozmowy... Prosba a nawet blagania o podjęcie leczenia.
łzy, przytulasy...


jest mi przykro ze ranie tyle osób.


teraz wrocilam do domu.
obecalam chłopakowi ze razem zjemy śniadanie a juz kombinuje jak sie wykręcić. Lepiej mi jak nie jem. Jak jem to jak prosie , najlepiej wszystkiego po trochu... Potem wyrzuty sumienia i przeczyszczanie, ćwiczenia...
tak sie nie da żyć.


kolega poprosił mnie żebym poszla z nim do Kosciola na msze o uzdrowienie. Kolejny który sie martwi. Sprawia mi bol to, ze ich krzywdzę.


przepraszam...  

środa, 6 stycznia 2016


czuje sie taka gruba i beznadziejna...
jest mi zle... Wstyd.
w strachu przed odsunięciem z pracy jem więcej. Z 54kg ->57/58.
chce miec te 55max.
nie potrafię sobie z niczym poradzić.


ciągle siedze i wciagam brzuch... Potrzebuje pomocy. Wiem to. Ale boje się ja przyjac.

niedziela, 3 stycznia 2016

mam male problemy z Internetem dlatego nie pisalam... Ale na maila napisze-obiecuje!:)


Co do ostatniego komentarza to po oficjalnym ważeniu wyszlo 55kg w ciuchach.


I nie jest to powód do przytycia  tylko do dalszego utrzymywania wagi. Ale cale szczęście zadowoli wszystkich 57. Mysle ze tyle moge mieć juz dziś. Bardzo sie przestraszyłam i zaczelam jeść a niekiedy wpieprzac. Wczoraj nastąpił bunt i dwa kubki maślanki musiały starczyć. Dzis będzie niewiele wiecej. Tzn ... Liczę na mniej... Bo w takim tempie to osiągnę nie 57, a 67kg do wyznaczonego dnia.


Czuje ze tkwię w tym gownie po uszy. Od dwóch lat nie potrafię jeść normalnie...


Zgodzilam sie na rozmowę z psychoterapeuta. Głównie ze względu na nawrót depresji z ktora sobie nie radze.