Rok.
Dziś mija rok od czasu mojego pierwszego wpisu...
Dużo przez ten rok z WAMI i dzięki WAM osiągnęłam. Wasze wsparcie, komentarze, wpisy są dla mnie niesamowitym wsparciem i motywacją. Bardzo Wam dziękuję, szczególnie tym, które są ze mną od początku i zawzięcie mnie dopingują. Dziękuję Wam!!!
Mam nadzieję, że za rok znów do Was napiszę. :)
Przez ten rok sporo się zmieniło, ja się zmieniłam... Nie wiem czy na lepsze, czy na gorsze... Przeżyłam obronę licencjatu, dostałam się na mgr... Zrzuciłam 17kg...
To był chyba w miare udany rok.
Dziękuję Wam, bo to dzięki Wam po wielu latach odważyłam się powalczyć o marzenia...:)
piątek, 25 kwietnia 2014
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
Święta, święta i.. po świętach.
Jestem wykończona. Przez ostatni tydzień sypiałam średnio 5h, a ja jak dziecko potrzebuję 10 by funkcjonować normalnie :D
Dziś znowu rano trzeba było wstać, na 8 poleciałam do Kościoła (dosłownie poleciałam, bo się bałam, że dzieciarnia mnie lać wodą będzie...), potem trzeba było ugotować żurek (wczoraj u rodziny na śniadaniu byliśmy, dlatego dopiero dziś)- podobno wyszedł przepyszny i najlepszy jaki jedli... :D Jestem dumna :D Nie obeszło się od głupich komentarzy rodziny "Ty to zawsze masz wytłumaczenie, żeby nie zjeść", "A czy Ty czasem 50g nie przytyłaś? W święta się nie odchudzamy..." "W telewizji tyle się teraz mówi o tych chorobach, musisz przytyć" ... -,-
Masakra...
Bardzo się ciesze, że jutro sobie odpocznę. Cały dzień przeleżę na kanapie, ewentualnie pójdę na jakiś spacer, poczytam książkę...
A jak tam u Was? Nie uległyście za bardzo świątecznemu jedzeniu? Ja mogę powiedzieć, że nie, choć ciasta troszkę zjadłam.. Ale dziś rano waga 52 kg więc jest ok. Mam nadzieję, że jutro rano też tyle pokaże...
Ściskam Was mocno i do napisania.:*
P.S Właśnie przeczytałam swojego bloga od początku.. Aż mi się płakać chce jak sobie przypomnę te wszystkie chwile... Masakryczne chwile!
Niebawem minie rok od kąd jestem tu z wami... 25 kwietnia dokładniej... to już za 4 dni. :)
Jestem wykończona. Przez ostatni tydzień sypiałam średnio 5h, a ja jak dziecko potrzebuję 10 by funkcjonować normalnie :D
Dziś znowu rano trzeba było wstać, na 8 poleciałam do Kościoła (dosłownie poleciałam, bo się bałam, że dzieciarnia mnie lać wodą będzie...), potem trzeba było ugotować żurek (wczoraj u rodziny na śniadaniu byliśmy, dlatego dopiero dziś)- podobno wyszedł przepyszny i najlepszy jaki jedli... :D Jestem dumna :D Nie obeszło się od głupich komentarzy rodziny "Ty to zawsze masz wytłumaczenie, żeby nie zjeść", "A czy Ty czasem 50g nie przytyłaś? W święta się nie odchudzamy..." "W telewizji tyle się teraz mówi o tych chorobach, musisz przytyć" ... -,-
Masakra...
Bardzo się ciesze, że jutro sobie odpocznę. Cały dzień przeleżę na kanapie, ewentualnie pójdę na jakiś spacer, poczytam książkę...
A jak tam u Was? Nie uległyście za bardzo świątecznemu jedzeniu? Ja mogę powiedzieć, że nie, choć ciasta troszkę zjadłam.. Ale dziś rano waga 52 kg więc jest ok. Mam nadzieję, że jutro rano też tyle pokaże...
Ściskam Was mocno i do napisania.:*
P.S Właśnie przeczytałam swojego bloga od początku.. Aż mi się płakać chce jak sobie przypomnę te wszystkie chwile... Masakryczne chwile!
Niebawem minie rok od kąd jestem tu z wami... 25 kwietnia dokładniej... to już za 4 dni. :)
sobota, 19 kwietnia 2014
Kochane..
Z okazji zbliżających się Świąt, chciałabym Wam życzyć, by były one pogodne, spędzone w gronie rodzinnym ,bez awantur, płaczu, przykrości. Spedźcie je z uśmiechem na ustach, nie objadajcie się , ale nie żałujcie sobie też... Świeta są dwa razy w roku, więc na te dwa dni zapomnijcie co to dieta... :)
Ściskam Was najmocniej jak potrafię, a z głębi serca życzę wszystkim Wesołego Alleluja!
Z okazji zbliżających się Świąt, chciałabym Wam życzyć, by były one pogodne, spędzone w gronie rodzinnym ,bez awantur, płaczu, przykrości. Spedźcie je z uśmiechem na ustach, nie objadajcie się , ale nie żałujcie sobie też... Świeta są dwa razy w roku, więc na te dwa dni zapomnijcie co to dieta... :)
Ściskam Was najmocniej jak potrafię, a z głębi serca życzę wszystkim Wesołego Alleluja!
piątek, 18 kwietnia 2014
Dziś Wielki Piątek. Święta idą... Ja jakoś nie bardzo je lubię. Łapie mnie dół, z którym ciężko mi sobie poradzić. Jak wiecie moja Mama nie żyje. Możecie mi wierzyć, że była najcudowniejszą osobą na świecie. Najprawdziwszą przyjaciółką, kompanem, powiernikiem! Wiem, że mam wspomnienia, których mi nikt nie odbierze, ale co mi po nich? Tak bardzo chciałabym się cofnąć do czasów jak wracałam ze szkoły i na dzień dobry dostawałam ogryzkiem prosto w twarz, co wywoływało takie napady śmiechu, że chyba całe miasto nas słyszało (oczywiście z tym ogryzkiem to był przypadek, miał polecieć przez galerie, prosto do kubłów, ale stanęłam mu na drodze...), do czasów kiedy grałyśmy na galerii w badmintona i jak tylko ktoś schodził z wyższych pięter z piskiem uciekałyśmy do domu... Do czasów kiedy poszliśmy wszyscy razem na łyżwy, Mama miała je pierwszy raz na sobie i... no było dużo śmiechu... :)
Była cudowna. Zmarła w Wielki Piątek. Od tej pory te święta to... dobra mina do złej gry. Bo to w Wielki Piątek nie mogłam jej obudzić, liczyłam jej oddechy, błagałam by doszła do siebie..
Jak się obudziła powiedziała tylko:
-Chcieli mnie zabrać...
-Kto? (Tata)
-Ci z góry...
Proszę.. Idź i uściskaj swoją Mamę. Ja bym teraz to zrobiła... gdybym tylko mogła. A mogę tak wiele... postawić znicz na jej grobie ;(
Kocham Cię Mamuś!
czwartek, 17 kwietnia 2014
Jak się macie?
Ja w porządku, waga od tygodnia 52 i ani drgnie.
Jem mało w zasadzie coraz mniej, ale to dobrze, bo boję się, że moje ukochane muffinki które jutro będę piekła mogłyby spowodować wzrost wagi. Święta w końcu nie są codziennie, a jak leży to nie zawsze potrafię się opanować. :P
Dziś lepiłam cały dzień pierogi i powiem Wam, że jestem wykończona.. A jak Wam idą przygotowania świąteczne? Działacie w kuchni, czy raczej się "obijcie"? :D Ja osobiście uwielbiam działać... kto to potem wszystko zje to nie mam pojęcia, ale takie wymyślanie, dekorowanie czy doprawianie bardzo mnie cieszy... :)
Ściskam Was!
Ja w porządku, waga od tygodnia 52 i ani drgnie.
Jem mało w zasadzie coraz mniej, ale to dobrze, bo boję się, że moje ukochane muffinki które jutro będę piekła mogłyby spowodować wzrost wagi. Święta w końcu nie są codziennie, a jak leży to nie zawsze potrafię się opanować. :P
Dziś lepiłam cały dzień pierogi i powiem Wam, że jestem wykończona.. A jak Wam idą przygotowania świąteczne? Działacie w kuchni, czy raczej się "obijcie"? :D Ja osobiście uwielbiam działać... kto to potem wszystko zje to nie mam pojęcia, ale takie wymyślanie, dekorowanie czy doprawianie bardzo mnie cieszy... :)
Ściskam Was!
środa, 9 kwietnia 2014
Hej.
Dziękuję za komentarze i wsparcie. U mnie jest taka sytuacja, że zdałam sobie sprawę, że mam problem. Ale szczerze? Z jednej strony bardzo mnie to przeraża, a z drugiej mam to w d... Chcę dalej chudnąć, bo widzę swoje uda i brzuch zaraz po zjedzeniu/ wypiciu czegokolwiek. Jedynie rano po wstaniu CZASAMI wygląda względnie dobrze, ale nigdy idealnie. Wiem, że moje ręce wyglądają jak patyki, że wagę w stosunku do wzrostu mam za niską... Ale wciąż nie jestem zadowolona. Jak szukać terapii? To wszystko dużo kosztuje, a ja zawsze mam miliony ważniejszych wydatków. Zresztą uważam, że wyglądałabym naprawdę głupio idąc na taką terapię wyglądając TAK jak teraz wyglądam. Jestem w moim mniemaniu za gruba na terapię....
Z drugiej strony czasem się boję tego co się w koło mnie dzieje. Mogłabym nie jeść nic cały dzień. Dopiero wieczorem odczuwam głód. Dziś mając na uczelni okienko wróciłam do domu. Była godzina 13, zaraz miałam wracać na zajęcia, które trwały prawie do 19... Od rana nic nie jadłam. I co? Wróciłam i nie chciało mi się nadal jeść... Ale nie, że się zmuszałam by nie jeść. Wręcz przeciwnie. Dałam sobie sama wielkiego kopa w dupę żeby cokolwiek zjeść (miałam kilka razy epizody zasłabnięć, omdlenia, akcji ze szpitalem, wiec tego się po prostu bałam), ale głodu nie czułam wcale. Dziwne? Od kilku dni tak mam.
Tak więc mój dzisiejszy bilans to:
pół szklanki płatków owsianych z połową jogurtu do picia, czyli nie wiem ze 100-125 ml.
serek homogenizowany na kolację.
To wszystko...
Myślicie, że sama dam radę? Jeeejku jak mi ciężko z tym wszystkim. Czasem mam wrażenie, że świat wali mi się na głowę... Taka sprzeczność z drugiej strony... bo nie chce dawać rady, chcę schudnąć żeby te uda zeszły, żeby 4 była z przodu... Zresztą kto jak kto.. Ale Wy rozumiecie mnie chyba najlepiej. Dlatego cieszę się, że jesteście, że jest ktoś z kim mogę o tym popisać. Dziękuję.
Dziękuję za komentarze i wsparcie. U mnie jest taka sytuacja, że zdałam sobie sprawę, że mam problem. Ale szczerze? Z jednej strony bardzo mnie to przeraża, a z drugiej mam to w d... Chcę dalej chudnąć, bo widzę swoje uda i brzuch zaraz po zjedzeniu/ wypiciu czegokolwiek. Jedynie rano po wstaniu CZASAMI wygląda względnie dobrze, ale nigdy idealnie. Wiem, że moje ręce wyglądają jak patyki, że wagę w stosunku do wzrostu mam za niską... Ale wciąż nie jestem zadowolona. Jak szukać terapii? To wszystko dużo kosztuje, a ja zawsze mam miliony ważniejszych wydatków. Zresztą uważam, że wyglądałabym naprawdę głupio idąc na taką terapię wyglądając TAK jak teraz wyglądam. Jestem w moim mniemaniu za gruba na terapię....
Z drugiej strony czasem się boję tego co się w koło mnie dzieje. Mogłabym nie jeść nic cały dzień. Dopiero wieczorem odczuwam głód. Dziś mając na uczelni okienko wróciłam do domu. Była godzina 13, zaraz miałam wracać na zajęcia, które trwały prawie do 19... Od rana nic nie jadłam. I co? Wróciłam i nie chciało mi się nadal jeść... Ale nie, że się zmuszałam by nie jeść. Wręcz przeciwnie. Dałam sobie sama wielkiego kopa w dupę żeby cokolwiek zjeść (miałam kilka razy epizody zasłabnięć, omdlenia, akcji ze szpitalem, wiec tego się po prostu bałam), ale głodu nie czułam wcale. Dziwne? Od kilku dni tak mam.
Tak więc mój dzisiejszy bilans to:
pół szklanki płatków owsianych z połową jogurtu do picia, czyli nie wiem ze 100-125 ml.
serek homogenizowany na kolację.
To wszystko...
Myślicie, że sama dam radę? Jeeejku jak mi ciężko z tym wszystkim. Czasem mam wrażenie, że świat wali mi się na głowę... Taka sprzeczność z drugiej strony... bo nie chce dawać rady, chcę schudnąć żeby te uda zeszły, żeby 4 była z przodu... Zresztą kto jak kto.. Ale Wy rozumiecie mnie chyba najlepiej. Dlatego cieszę się, że jesteście, że jest ktoś z kim mogę o tym popisać. Dziękuję.
sobota, 5 kwietnia 2014
http://salata-slowna.blogspot.com/2013/10/22-wiec-chcesz-miec-zaburzenia.html
Przeczytajcie, proszę... Zanim będzie za późno.
Zdjęcie pochodzi z w/w bloga.
Jeśli chodzi o mnie, to dalej wielki dół, leżę i płaczę. Dziś od kąd tylko wstałam dzień rozpoczął się na tyle beznadziejnie, że płakałam i... błagałam mamę by była ze mną, by zabrała mnie do siebie... Czasem po prostu nie mam już sił. :(
Nie chudnę. Nie tyję. Waga cały czas 52/53 kg. Chciałabym mniej... jaka głupota- wiem. ;(
środa, 2 kwietnia 2014
To jeden z tych dni, kiedy łzy nie przestają lecieć... Kiedy wszystkie myśli krążą wkoło jednego wydarzenia... To właśnie 4 lata temu odeszłaś od nas, zostawiając pustkę w sercu i okropny ból...
To właśnie 4 lata temu krzyczałam na Ciebie, że nie chcesz się obudzić, a Ty... umierałaś...
Mamuś, tak bardzo za Tobą tęsknię, tak bardzo jest mi Ciebie brak :( Już nigdy, żaden dzień nie będzie taki sam... Czy kiedyś będę szczęśliwa? Brakuje mi Ciebie, naszych rozmów, wygłupów, czy wspólnego leżenia na podłodze przed tv... Brakuje mi nawet naszych kłótni... Twojej zupy pomidorowej, Twojego dokuczania mi, czy wspólnego "wycia"... Brakuje mi Ciebie!
4 lata...
Tyle minęło.. A jakby było to wczoraj. :(
Boli........
To właśnie 4 lata temu krzyczałam na Ciebie, że nie chcesz się obudzić, a Ty... umierałaś...
Mamuś, tak bardzo za Tobą tęsknię, tak bardzo jest mi Ciebie brak :( Już nigdy, żaden dzień nie będzie taki sam... Czy kiedyś będę szczęśliwa? Brakuje mi Ciebie, naszych rozmów, wygłupów, czy wspólnego leżenia na podłodze przed tv... Brakuje mi nawet naszych kłótni... Twojej zupy pomidorowej, Twojego dokuczania mi, czy wspólnego "wycia"... Brakuje mi Ciebie!
4 lata...
Tyle minęło.. A jakby było to wczoraj. :(
Boli........
Subskrybuj:
Posty (Atom)

