sobota, 21 czerwca 2014

Hej. :)
Co tam u Was?
U mnie wiele się zmieniło.
Zdałam sesję, mam "wakacje". Zaczęłam pracę, już taką stałą. Pracuje od ponad tygodnia. Jest ciężko, ale póki co mi się podoba.
Oczywiście jeśli chodzi o dietę to przechodzę szkołę przetrwania. Na stoliku CAŁY czas leżą wafelki, ciasteczka, czekoladki, bombonierki... Cuda wianki!
Do tego śniadania i obiady, które mają w zwyczaju jadać wspólnie... Ja tłumaczę się, że jadam przed wyjściem... a obiadu nie jem, bo przecież jak wrócę, to w domu będzie na mnie czekał.. Robi się ciężko z tym kłamaniem, bo teraz słyszę, że mam chociaż jabłko na drugie śniadanie jadać... :o Nosz kurde. Całe życie kontrola, wszędzie. Wszyscy. Co ja dziecko jestem?!
Nie znoszę jeść przy kimś. Jak jestem sama mogę jeść. Oczywiście rozsądnie. Ale nie przy kimś.
Potrafię nie jeść od kąd wstanę, czyli od 5- 15.30... Potem wracam, jem jakiś jogurt, ewentualnie zupkę. I codziennie wieczorem WALCZĘ z samą sobą. Mam jakieś skoki cukru. Ciągle chce mi się czekolady. Dobrze, że nie mam jej w domu....

Ciężki okres w moim życiu, zaczynam dorosłe życie. W zasadzie już dawno zaczęłam, jak zachorowała Mama, potem jak zmarła jeszcze bardziej trzeba było spiąć dupę... Tak naprawdę to dzieciństwo przeleciało mi między palcami. Tęsknię za tymi czasami...

ZAPRASZAM

http://ask.fm/bycchuda

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Hej :)
Mam nadzieję, że u Was pogoda tak piękna jak u mnie! :)
Szkoda tylko, że sesja przede mną i trzeba siedzieć w książkach ;/

Kolejna osoba zapytała mnie o aska, więc postanowiłam założyć.
Jeśli macie ochotę, śmiało pytajcie. ;)





sobota, 7 czerwca 2014

Dawno nie pisałam,ale to przez totalny brak czasu :(
Wybaczcie, ale praktyki, teraz sesja, badania, szkolenia i wszystko na raz... Dostałam pracę i to w zawodzie. W czwartek zaczynam i się mega stresuje.. W środę ogromny egzamin i to ustny, po drodze szkolenia i spotkania z promotorką... Nie ogarniam za bardzo.. Jedyny plus- skończył się remont i mam azyl w domu. :)

Poza tym u mnie wszystko dobrze, wyniki dobre, jedynie podwyższone MCH lekko, co może świadczyć o lekkiej anemii, ale nie jest źle :) No i uwaga uwaga, lekarz mi powiedział, że powinnam do 60kg przytyć... WTF? Marzenie. Nigdy wiecej do tego nie dopuszczę...

Trzymajcie mocno za mnie kciuki, przydadzą się!!!!

sobota, 31 maja 2014

Wreszcie weekend i wreszcie wyszło słońce! Mam już serdecznie dość tych "mrozów"! Przesada, żeby wiosną spać pod kołdrą i kocem, a wyjście z domu wiąże się z założeniem koszulki, swetra, grubej bluzy i kurtki... No ja rozumiem, że jestem strasznym zmarźlakiem, no ale...

Co do mnie to... Jakoś leci, szukam pracy i zbliża mi sie kolejny egzamin- już ostatni,ale najcięższy.. W między czasie praktyki i początki pisania magisterki... (obrona za rok xD)

Jeśli chodzi o dietę to jest w miarę ok :) Zaczął się sezon na moje wyczekiwane truskawki <3 Dzień się dopiero zaczął, więc rozpisanie bilansu nie miałoby sensu, ale na śniadanie zjadłam ćwiartkę jabłka i kilka truskawek. <3 Pycha! :)))

Poza tym rozglądam się za nowym rowerem, marzę o jakimś miętowym holenderskim z białym koszykiem z przodu... <3 Strasznie mi się podobają, ale kosztują kupę kasy :( Ale jak się na coś uprę to nie ma rzeczy niemożliwych! Uzbieram i będę szczęśliwym człowiekiem. xD

Miłego weekendu wam życzę!

poniedziałek, 26 maja 2014

Jak Wam mija ten wspanialy dzien?
Ja wlasnie wrocilam z zajęć i od Mamy. Kupilam znicze i piękne kwiaty... Przykro mi ale co zrobić?
Jeśli chodzi o bilans to wygląda on następująco:
pól jablka +pól gruszki +3 lyzeczki jogurtu naturalnego,
makaron z truskawkami.
I to by bylo tyle na dzis,

przy okazji... Dziekuje za modlitwe za moja mame... Poplakalam sie jak przeczytalam ten komentarz. Z glebi serca dziekuje!!

niedziela, 25 maja 2014

Bardzo dziękuję Wam za wsparcie, za to, że zawsze mogę na Was liczyć.
Ostatnio w moim życiu nie dzieje się najlepiej i stąd te zrzędliwe notki. Ale podobno po burzy wychodzi słońce, miejmy nadzieję, że i tym razem wyjdzie ... i że nie zgaśnie przez długi okres czasu!

Jeśli chodzi o to co u mnie... to jakoś leci. Wczoraj Komunia, dziś relax. Od jutra praktyki...
Wczoraj było tragicznie... strasznie się stresowałam, bo wiedziałam, że będzie pełno żarcia, nie bałam się, że się na nie rzucę- wręcz przeciwnie, bałam się, że będą mi wmuszać. Chciałam uniknąć kłopotliwych pytań i za cel obrałam nakładanie na talerz tak, aby widzieli że jem, ale będą to małe porcje i bardziej będę rozmywać to na talerzu...
Plan oczywiście się rozsypał na dzien dobry, gdy pod Kościołem usłyszałam "A Ty chudsza być nie mogłaś?"... Super.
W domu na stole czekały rozłożone talerze z makaronem- do rosołu.. Bogu dziękowałam, że się odpowiednio do tego przygotowałam nie jedząc nic. 13.00- mogę zjeść ten rosół...
Wiadomo, potem wjeżdża drugie danie... Nie zjadłam nic, było mi gorąco (upały, pełno ludzi w domu...) i źle... Już zaczęły się komentarze... Nie wiedziałam co robić, bo ciągle coś wjeżdżało (nie powiem same pyszności, ale jakoś w ogóle mnie nie ruszały, chciałam chociaż rozpaplać jakąś sałatkę na talerzu,ale nie miałam kompletnie ochoty :( ). Potem tort... wiadomo talerze szły jeden po drugim... Zrobiło mi się gorąco, bo jak wybrnąć? Nie wybrnęłam. Płakać mi się chciało,ale zjadłam. Dziękowałam Bogu, że tort był jeden, a ludzi chmara, więc plasterki były cieniutkie. Potem znów do Kościoła (rozdanie pamiątek ,zdjęcia...) i kolacja... Chciałam przed kolacją zwinąć się do domu, ale musieliśmy czekać na mojego brata, który był chrzestnym "komunisty"... Więc kolacja mnie nie minęła. Niby w żartach, ale usłyszałam, ze jak nie zjem to mnie nakarmią. Serio, dawno nie przeżyłam takiej katorgi, jakieś sałaciska z majonezem (po którym od dziecka mnie mdli!) i pełno mięch, których nie jadam... Co robić? Na ratunek wjechała jakaś sałatka z sałaty, kukurydzy i różnych świeżych warzyw. Uffff... Jedna łyżka rozprowadzona po całym talerzu! URATOWANA!

Nawet nie wiecie jak mi było ciężko tego dnia. Wróciłam do domu, wszyscy narzekali, że źle się czują z przeżarcia, a ja szczęśliwa poszłam spać. :)


wtorek, 20 maja 2014

Przyszła kolej na kolejną osobę... :(
Tym razem Bóg zabrał mi Babcię. Guz trzustki...
Nie mam już prawie nikogo :(
Boli...