sobota, 28 listopada 2015

Śpię. Ciągle śpię.
uśmiecham się, udaję, że wszystko jest w porządku...

bilans...
jogurt naturalny +orzechy
szklanka maślanki +odrobina słonecznika,
szklanka barszczu.

wczoraj dzien na płynach... Dzis tez mial być, ale nie wyszlo... Jutro jestem umowiona z kolezanka na kawe.. Wiec będą tylko plyny...

piątek, 27 listopada 2015

Dziś w ciągu dnia bylo okej. Spedzilam wspanialy dzien z moim cudownym chłopakiem. Duzo udawania w sklepie... Przecież nie jestem głodna. Nie lubię tego. Jadlam juz.

prowadze walkę, sama ze sobą.

bilans?
1,5 szklanki maślanki ze słonecznikiem, 2 kubki barszczu instant.

waga leci w dol...

czwartek, 26 listopada 2015

Jestem totalnie rozbita...
Jedynym pretekstem żeby wstać z lozka jest konieczność pójścia do pracy. Teraz piec dni wolnego, a ja? Jestem załamana... Nie wiem jak dam sobie radę... ;( co ja mam robić? Jak ogarnąć wlasne życie?

bilans...
banan
jogurt naturalny 0% z garstka orzeszków.

We wtorek i środę mój jadlosois wygladal tak samo. I jak na mnie byl zaskakująco "duży"...

dwie szklanki maślanki,
kubek barszczu (tylko we wtorek),
pól kostki twarogu z dwoma malymi pomidorami i plastrem papryki czerwonej.

czwartek - dzis.
wlasnie zbieram sie na 12h do pracy. Zjadlam banana. 120kcal. Wieczorem szklanka barszczu (wody).
jestem twarda. Ze wszystkim sobie poradze.

wtorek, 24 listopada 2015

hej...
wlaśnie zeszlam z nocki.
12h pracy za mna.
kilogramy uciekają.
depresja powraca.

wczoraj zeby sie naladowac do pracy "zjadlam" jabłko, wypilam gorący kubek i szklankę maślanki. Przez caly dzien.

jestem beznadziejna.

niedziela, 22 listopada 2015

Bilans z dzis...
Szklanka maślanki,
jabłko.

koniec.
wszystko wróciło. Boję się zjeść plaster sera...

sobota, 21 listopada 2015

Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zaglada... Ale postanowilam pisać na nowo.
Przez ten czas wiele sie zmienilo. Poznalam wspanialego chlopaka z którym jestem juz prawie 9 miesięcy. Dzięki niemu wygralam z choroba. Wygralam z anoreksja. Tak. Trzeba nazwac to po imieniu. Jadlam normalnie... Chodzilam do restauracji i bylam najszczesliwsza dziewczyna na świecie... Nie powiem, ze bylo to latwe bo po każdym razie płakałam w poduszke , bo jestem gruba... Bo nie chce tego jesc...
ale musialam. Chcialam to zrobić dla niego. Ogromnie mi na nim zależy.
od ddwoch tygodni wszystko sie posypalo. Nie związek... W zwiazku nadal jest najpiękniej <3
problem tkwi w glowie... Przestalam jesc.
wylądowałam w szpitalu dwa dni temu z problemami z sercem. Lekarka od razu zapytala czy jem... Prosila (!!!!) mnie bym dala sobie pomoc mimo ze powiedzialam ze jem, ze jest okej ze przecież chyba widzi, ze przytulam, bo chuda juz nie jestem...
sama sobie wierzylam... Po powrocie do domu dostrzegłam ze faktycznie jest źle. Znowu odrzucilam niemal wszystko... Pieczywo, mieso, ser, kielbase... Jedynym tolerowanym produktem stal sie jogurt naturalny... Owoce i warzywa... Zeby oszukać zoladek ciepla zupa... Sorry.. Woda z cieplej zupy...
doszlo do te ze wczoraj nie dalam rady dojsc 200 metrów do domu. Zaslablam trzy razy w ciągu jednego dnia, raz zemdlalam. Bo ile organizm moze wytrzymać na średniej 100-300 kcal na dzien?
jest ciezko... Pani doktor tak bardzo prosila zebym do niej przyszla, porozmawiała... Nikt mnie nigdy o bic nie prosil aż tak... A ona? Ciągle powtarzala ze musze dać sobie pomoc... A ja? Ja ciesze sie ze waga spada.. Boje sie jesc. Zle sie czuje. Ręce i nogi mi drżą. Boję sie wyjsc z domu, zeby nie paść gdzieś na środku ulicy.
jest ciezko.