niedziela, 11 sierpnia 2013

Hej. :)
Dziękuję Wam za wsparcie... :) Wczoraj od tego stresu strasznie rozbolał mnie żołądek.. Myślałam, że z glodu, więc w domu zjadłam kolację... Poszłam tam i NIE ZJADŁAM ANI OKUSZKA niczego, NIE WYPIŁAM też ani mililitra alkoholu, ani soków! :)
Jestem z siebie dumna. :)

Szczegół, że uwaga była skupiona wokół mnie, bo obok mnei siedziała dziewczyna wychodząca z anoreksji... Była taka chudziutka, taka radosna, szczęśliwa... I jadła bitą śmietanę i inne mega wysokokaloryczne rzeczy... Tylko,że ona zachorowała "niechcący"... Jadła mało, bo żyła w biegu... Śniadanie jogurt,obiad- owsianka i na kolację nie pamiętam co... Do tego doszły nerwy, stres i schudła do 45 kg... A jest bardzo wysoka, może ciut niższa ode mnie... Wylądowała w szpitalu, gdzie jakoś ją podratowali, a teraz sama walczy o siebie...
Chyba jest jej łatwiej, bo ona nie ma zaburzonego postrzegania jedzenia i swojego wyglądu, głośno mówi, że chce przytyć, odradza odchudzanie... Matko ile razy ja tam powtórzyłam, że się nie odchudzam, bo nie potrafię... O_o

Jeszcze raz dziękuję Wam za wiarę we mnie. :) Udało się... :)

sobota, 10 sierpnia 2013

Hej :)
U mnie w porządku, dziś wrócił mój brat... Znowu się zacznie smrodzenie jedzeniem o 23.. No trudno...

Ja jakoś się trzymam, nie powiem, by moja dieta była idealna, bo do ideału brakuje jej bardzo daleko.. Ale jak tylko zawalę, to nadrabiam ćwiczeniami i wtedy nic do końca dnia nie jem. Jednego dnia zjadłam naleśniki o godzinie 14, to potem do rana nic nie tknęłam.. więc myślę, że jakoś to wyrównuję.

Jestem przed okresem więc czuję się tragicznie... Nie poprawia sprawa wstawania o 7.30... bo potem mam taki długi dzień i szybko jestem głodna... Tak jak dziś.. Śniadanie zjadłam o 8 (3 kromki chleba razowego) i potem byłam głodna, potwornie już o 12... Wypiłam takie coś typu frugo, ale innej firmy, kawę, wodę... Jakoś dałam radę. :) Chwilę przed 15 zjadłam 4 paluszki rybne i wypiłam małą jogobellę w butelce (do picia). Wieczorem czekają mnie jeszcze urodziny koleżanki.... Bardzo nie chce tam iść, ale nalega już od 2 tygodni, a nie chcę jej sprawić przykrości.. Może wpadnę tylko na chwilę i dam jej prezent? Zobaczę...
Chciałabym już nic nie zjeść do końca dnia, ale boję się, że może nie wyjść... W domu to nie problem bo mogłabym się zapchać odtłuszczonym jogurtem naturalnym, albo kawą... Ale tam jak pójdę, to torty, ciasta... Boję się, że nie uda mi się wymigać... To typ ludzi, którzy nie rozumieją słowa NIE...
Boję się, nie chce tam iść.. Brrr...
Zaraz śmigam na rower, przestało padać- trzeba to wykorzystać.

Trzymajcie się!

środa, 7 sierpnia 2013

Hej,
Ostatnio jakoś mi ciężko, chyba przez zbliżający się okres... Dziś usiadłam i zaczęłam płakać.. Bez powodu... Czułam jakbym miała wielki kamień na sercu, coś mnie niepokoiło,ale nie wiedziałam co...
Strasznie mi źle i boję się, żebym znowu nie zaczęła się ciąć.. Nigdy nie robiłam tego mocno, ale robiłam by zobaczyć krew, żeby spłynęła... Jest mi źle...

Jeśli chodzi o dietę to... jakoś tam. Niby nie jest źle.. Jak zawalę na obiad (który jadam koło 14) to do końca dnia nic nie jem... Tak było dzisiaj. Zjadłam naleśniki, które były pyszne... Ale jak je jadłam chciało mi się płakać, bo wiem, że nie powinnam. Po wszystkim nawet nie czułam się mocno "wydęta", co mnie mega zdziwiło. Zaczęłam "machać" brzuszki, wypiłam kawę i poleciałam na rower. Potem od razu na spacer z psem, teraz znowu piję kawę... :) I pewnie niedługo wskoczę pod zimny prysznic i poćwiczę trochę. Z całą pewnością nic już nie zjem, więc chyba sam bilans nie jest tragiczny... A zapomniałam, na śniadanie jeszcze zjadłam 3 kromki chleba razowego.

Jeśli chodzi o wczorajszy dzień... to 3 kromki razowego na śniadanie, na obiad trochę ryżu i gołąbek który był niedobry. xD a na kolację bułkę pełnoziarnistą. Oczywiście tradycyjnie były ćwiczenia. Choć nie ukrywam, że jest mi potwornie ciężko ćwiczyć w taką pogodę... O_O

Jutro podobno ma padać... zobaczymy. :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Dziś prawie cały dzień poza domem... Jest gorącoooo i ledwie żyję...
Od 9-15 uczelnia, potem byłam u Mamy i ładnie posprzątałam, zapaliłam znicze... Potem u Dziadka, podlałam kwiatki, zapaliłam świeczki... I do domu.. Szybko zrobiłam obiad, zjadłam i pędem na pocztę i po koleżankę... Wróciłam do domu i... Ledwie żyję!  Oczy same mi lecą... I tak od 17...

Bilans;
3 kromki chleba razowego
trochę ryżu + 2 pulpeciki małe + ogórki konserwowe
jogurt naturalny + banan + płatki owsiane

********************************
2x kawa
330 ml cappy truskawkowego
2x szklanka tymbarka
dużo wody.

Ogólnie nie pijam słodkich napojów, ale tylko takie lubię zimne, wody z lodówki nie tknę, bo mi nie smakuje... A jest tak gorąco, że niestety zimne napoje kuszą... :)

Ściskam mocno!!!

niedziela, 4 sierpnia 2013

Ostatnio trochę mam na głowie, staramy się o pomnik dla Mamy...
Poza tym mam ochotę siąść i płakać... Nawet bez konkretnego powodu... Bo koleżanka chce do mnie wpaść, a ja nie mam siły kolejny raz jej odmówić... Bo ktoś coś do mnie mówi, coś chce... Bo koleżanka powiedziała mi dziś, że mam szerokie biodra... Bo spytała kiedy ostatnio byłam u fryzjera O_o



Poza tym ostatnio źle się czuję po jedzeniu... Co zjem, boli mnie żołądek. Miałam też "poranne" mdłości... I nie... Nie jestem w ciąży... Mam nadzieję, że przejdzie. O_o
 
Dzisiejszy bilans;

2 kromki chleba z jajkiem.
Pół ziemniaka, 2 łyżki sałatki wiosennej, 3 łyżki mizerii i pulpet (sama robiłam, więc były "chude")
Chałwa... O_o
*********************
2x Kawa
szklanka soku ananasowego

Miałam iść na rower... Już nawet stoi wystawiony... Wszystko przez tą chałwę... Ale nie mogę, oczy mi same lecą w dół... O_o
Jutro czeka mnie wyprawa na uczelnię... Chyba nie pisałam, dostałam się na magisterkę. :) Dziękuję za to, że we mnie wierzyłyście- jak zawsze!

Muszę się wziąć za siebie... Tak porządnie! Nie ma to tamto... Owszem schudłam, ale już z miesiąc stoję w miejscu i waga waha się 58-60 kg...Ćwiczę codziennie, nie jem za wiele (no wiadomo, zdarzają się wpadki czyt. chałwa), a tu i tak dupa blada wychodzi...
Teraz mam cel.. do października muszę zgubić tłuszcz z ud... Co z tego, że nogi mam szczupłe, skoro cały tłuszcz gromadzi się tam, gdzie spodnie najbardziej przylegają?! Nie widać moich wysiłków pod długimi spodniami... a takie przecież będę nosić od września zapewne codziennie...
Biorę się za siebie... Podwoję ćwiczenia, co drugi dzień rower... Tak na dobry początek...

piątek, 2 sierpnia 2013

Dziś jest ok :)

3 kromki razowego
3 chrupkie 
 Jogurt naturalny z bananem i płatkami owsianymi
Kawa

Nie ma siły... Niby az tak wiele ruchu nie było, ale pogoda sprawia, że padam... Więc króciutki post i uciekam z psem... A wieczorem Harry. :))

czwartek, 1 sierpnia 2013

Jestem zrypana... Tak totalnie...
Rano sprzątanie, mycie okien, zakupy, potem do Mamy... Co tam się działo! Wszystko zarosło przez te drzewa, przed godzinę wyrywałam chwasty przy tym upale, myślalam, że jajko zniosę.. Potem zapaliłam znicze, posadziłam kwiatki, podlałam, pobiegłam na autobus, który mi zwiał... Wróciłam do domu, zjadłam obiad i... wybiła 17 prawie... Szybki spacer z psem i... Padam, serio padam...A jeszcze planowałam zakupy i rower... Ale chyba będę musiała zrezygnować.

Bilans.

3 kromki razowego 330 kcal
Trochę kopytek z jogurtem naturalnym i cynamonem. <3 ok. 400 kcal
(Wiem, że są kaloryczne, ale nic innego nie było,a mi się nie chciało wymyślać, bo padam na twarz)
Kawa 40 kcal

Muszę wrócić do bilansów, gdzie wychodziło mi po 500-600... Chociaż przy takim wysiłku jaki ostatnio muszę wkładać w każdy dzień to nie wiem czy się da... Ale postaram się. :)