Wczoraj na wieczór dałam radę, już nic więcej nie zjadłam. :) Byłam na tym rowerze i wróciłam mega padnięta, ale bardzo szczęśliwa. Taki wysiłek daje dużo radości. :)))
Dziś też planuję wyjść na rower, mam nadzieję, że bolący tyłek mi w tym nie przeszkodzi. :D
Na wadze 64 kg już trzeci dzień (wczoraj 64,5kg po tych przedwczorajszych naleśnikach) :) Cieszę się, bo przypominam, że po zimie startowałam z 69 O_o
Poza tym miałam okropny sen... Śniło mi się, że byłam na jakiejś wycieczce i ciągle coś wpieprzałam i... nawet nie miałam wyrzutów... jadłam zadowolona z siebie jakbym robiła najbardziej szlachetną rzecz na świecie... Obudziłam się, zadowolona, że to tylko sen... zasnęłam i znowu to samo!!! Tak jakby kontynuacja tego snu... Masakra.
Poza tym... Brat zostawił włączony gaz na całą noc... Pomijając rachunek jaki przyjdzie (już się boję...) to cieszę się, że żyję... Przecież gdyby zgasł, to już by mogło być po mnie... Albo gdyby kot coś przewrócił i zaczęłoby się palić... Nawet nie chcę o tym myśleć... Wieczorem czułam, że jest coś nie tak... Pytałam go trzy razy, czy ma wszystko wyłączone w kuchni, zarzekał się, że tak... Mam nauczkę żeby wstać następnym razem, a nie ufać mu w ciemno...
W głowie wszystko mi się poodmieniało... Zamknęłam się jeszcze bardziej na ludzi... Ale zaczęłam więcej się ruszać i wiecznie liczyć kalorie. Od teraz koniec. Zero liczenia!!! Możecie pisać, że jestem słaba, co tam chcecie... Po prostu chcę zacząć normalnie żyć.
Oczywiście nie mówię tu o wpieprzaniu WieśMac'ów czy innego tego typu rzeczy.... Nadal będę zdrowo jadła, dużo się ruszała i zero jedzenia po 18...
Mogę Wam tylko napisać co dziś jadłam:
Śniadanie:
3 kromki chelba razowego z kiełbasą drobiową.
2 śniadanie:
Kawa.
Obiad:
Makaron z sosem.
Godzina na rowerze.
Kolacja:
Pomarańcz.
2 kromki chleba razowego z kiełbasą drobiową.
Myślę, że kalorycznie bym się załamała... Bo raczej starałam się widzieć max. 6 z przodu. Jak było za wysoko, zaraz zmieniałam jadłospis... Koniec z tym... Kontrolować będę się nadal... Ale bez przesady.
Może zrozumiecie... może nie... Nie wiem...
Odwiedzać Was będę nadal. :)
Też już nie przejmuję się aż tak bardzo liczeniem kcal. Podziwiam, że udało Ci się tyle schudnąć :) Powodzenia w drodze do celu ;)
OdpowiedzUsuńoczywiście że cię rozumiemy! :)
OdpowiedzUsuńjasne czas troche poluzować z tym liczeniem :3
Nie można do końca życia liczyć kalorii, to nie jest w naszej naturze chyba... Ludzie to robią, by czuć się pewniej... To dobrze, że jesteś wystarczająco pewna tego co robisz, plus dla Ciebie ;) Z wagą dobrze Ci idzie, oby tak dalej :)
OdpowiedzUsuńja tylko liczę kcal w myślach tak na ok
OdpowiedzUsuńwięc nie przykładam do tego aż takiej wagi
u mnie ojciec czasami nie wyłączy gazu , masakra
ładny bilans :)
http://thinchudosc.blox.pl/html
powinnas cos innego jesc na kolacje, darować sobie kiełbaskę i pieczywo, kiełbaska to zazwyczaj nie zdrowy tłuszcz. lepiej jakis nabiał chudy lub warzywa, najszybciej sie trawią ;)
OdpowiedzUsuńa co do tragizmu to naprawde macie szczescie ze zyjecie... dobrze :* jejku to straszne, na przyszlosci kontrolowac trzeba przed snem wszystko i wszystkich.... eh
Jejku, na przyszłość lepiej sama wszystko sprawdzaj, będziesz mieć pewność :D. Idź, idź na ten rower, jest piękna pogoda, jeździ się bardzo przyjemnie. Sama też często chodzę na spacerki z przyjaciółkami, nie można przecież siedzieć w domu :). Kiełbaskę może faktycznie sobie podaruj, ale takto jest OK :D
OdpowiedzUsuńPo takich dobrych efektach możesz już trochę faktycznie przystopować i zacząć jeść "normalniej" <3
OdpowiedzUsuńAż miło czytać ;) dalszych sukcesów życzę ;*
napisałaś u mnie w komentarzu że tak miałaś
OdpowiedzUsuńwięc już nie masz to jak się tego pozbyłaś
http://thinchudosc.blox.pl/html
Samo przeszło. :)
Usuń