po ważeniu okej. Nie sadzilam ze będzie tak super. Wagi 57 nie osiągnęłam... Balam sie konsekwencji... Brakowało kilograma mimo wypicia 750ml wody i ważenia w ciuchach i swetrze i pelnymi kieszeniami... Ale dowiedzialam sie ze jest dobrze. Ze pani ta cieszy sie, ze waga nie spadla a pare gram wzrosła. Nie spodziewałam sie...
po poludniu psychiatra. Dawno nie wyryczalam tylu lez. Oczywiście przed.. Bo w trakcie probowalam sie powstrzymywać. Generalnie dowiedzialam sie ze mam tak gleboka depresje ze nie jest do mnie w stanie dotrzeć żadnym słowem wiec poki co prosi bym brala dwa antydepresanty... Przepisala mi je. Ogólnie nie mowila nic o jedzeniu. Podejrzewam ze ten problem okazał sie jej powazniejszy na chwile obecna. W końcu ile moze wytrzymać organizm bez snu?
leki kupione. Ale mam mieszane uczucia. Niby moze wystapic brak apetytu, nudności .. Ale prawdopodobieństwo przytycia też jest. Boje sie tego...
Teraz idę do pracy... Jak zwykle zmeczona po przespaniu może z 3h i to z kilkunastoma pobudkami po drodze...
sobota, 16 stycznia 2016
piątek, 15 stycznia 2016
jutro ważenie. Brakuje trochę.
co sie wydarzy? Jakie będą konsekwencje?
po poludniu psychiatra. Pierwsza wizyta... Czego sie spodziewać? Jestem załamana. Rycze od trzech dni. Od tylu samo nie śpię...
jestem zmeczona i załamana. Nie mam apetytu. Przeciez te 57 juz bylo ... Teraz ważę sie w ciuchach i swetrze i 55,9...
boje sie tego co jutro mnie czeka. Nie chce... :(
co sie wydarzy? Jakie będą konsekwencje?
po poludniu psychiatra. Pierwsza wizyta... Czego sie spodziewać? Jestem załamana. Rycze od trzech dni. Od tylu samo nie śpię...
jestem zmeczona i załamana. Nie mam apetytu. Przeciez te 57 juz bylo ... Teraz ważę sie w ciuchach i swetrze i 55,9...
boje sie tego co jutro mnie czeka. Nie chce... :(
sobota, 9 stycznia 2016
Męczący dzien... Ale wreszcie sie wyspalam...
zaraz idę na noc do pracy..
silę do pracy i na caly dzien nadala mi dzis owsianka na kefirze 0% z jabłkiem i kiwi.
noo i to by bylo na tyle.
najgorsze jest to, ze zjadłam to ok 11 wiem ze juz sie spalilo, a ja mam takie wyrzuty sumienia, ze nie moge sobie z nimi poradzić.
jestem beznadziejna. :(
zaraz idę na noc do pracy..
silę do pracy i na caly dzien nadala mi dzis owsianka na kefirze 0% z jabłkiem i kiwi.
noo i to by bylo na tyle.
najgorsze jest to, ze zjadłam to ok 11 wiem ze juz sie spalilo, a ja mam takie wyrzuty sumienia, ze nie moge sobie z nimi poradzić.
jestem beznadziejna. :(
piątek, 8 stycznia 2016
bardzo dziekuje za wsparcie.
tak na prawdę to mogłabym tak żyć caly czas ale depresja spowodowana presja otoczenia nie pozwala mi normalnie funkcjonować....
wszędzie w kolo ktos kaze mi coś robić , jeść, isc na terapie... Jejku... Czy ja jestem ubezwlasnowolniona? Czy ja nie moge zyc tak jak JA chce? Musze zawsze robic to co każą mi inni? Otóż muszę... Inaczej wszystko bym straciła a wtedy juz depresja pokonałaby mnie.
Szkoda tylko, ze nie potrafię zrobić tego czego oczekują wszyscy inni. Jestem beznadziejna.
zjadłam dzis. Kawałek papryki, 3-4 plastry sera, 2 berlinki i 15dkg orzechów.
caly dzien pilnowania... Jutro nie jem nic. Rano sprzątam, potem kolęda i do pracy na noc.
chce przespać najbliższy miesiąc. Już brak mi lez i slow by opisać jaki ogromny bol istnienia czuje... :(
wczoraj nie zjadłam nic.
poszlam na noc do pracy.
rozmowy... Rozmowy... Rozmowy... Prosba a nawet blagania o podjęcie leczenia.
łzy, przytulasy...
jest mi przykro ze ranie tyle osób.
teraz wrocilam do domu.
obecalam chłopakowi ze razem zjemy śniadanie a juz kombinuje jak sie wykręcić. Lepiej mi jak nie jem. Jak jem to jak prosie , najlepiej wszystkiego po trochu... Potem wyrzuty sumienia i przeczyszczanie, ćwiczenia...
tak sie nie da żyć.
kolega poprosił mnie żebym poszla z nim do Kosciola na msze o uzdrowienie. Kolejny który sie martwi. Sprawia mi bol to, ze ich krzywdzę.
przepraszam...
poszlam na noc do pracy.
rozmowy... Rozmowy... Rozmowy... Prosba a nawet blagania o podjęcie leczenia.
łzy, przytulasy...
jest mi przykro ze ranie tyle osób.
teraz wrocilam do domu.
obecalam chłopakowi ze razem zjemy śniadanie a juz kombinuje jak sie wykręcić. Lepiej mi jak nie jem. Jak jem to jak prosie , najlepiej wszystkiego po trochu... Potem wyrzuty sumienia i przeczyszczanie, ćwiczenia...
tak sie nie da żyć.
kolega poprosił mnie żebym poszla z nim do Kosciola na msze o uzdrowienie. Kolejny który sie martwi. Sprawia mi bol to, ze ich krzywdzę.
przepraszam...
środa, 6 stycznia 2016
niedziela, 3 stycznia 2016
mam male problemy z Internetem dlatego nie pisalam... Ale na maila napisze-obiecuje!:)
Co do ostatniego komentarza to po oficjalnym ważeniu wyszlo 55kg w ciuchach.
I nie jest to powód do przytycia tylko do dalszego utrzymywania wagi. Ale cale szczęście zadowoli wszystkich 57. Mysle ze tyle moge mieć juz dziś. Bardzo sie przestraszyłam i zaczelam jeść a niekiedy wpieprzac. Wczoraj nastąpił bunt i dwa kubki maślanki musiały starczyć. Dzis będzie niewiele wiecej. Tzn ... Liczę na mniej... Bo w takim tempie to osiągnę nie 57, a 67kg do wyznaczonego dnia.
Czuje ze tkwię w tym gownie po uszy. Od dwóch lat nie potrafię jeść normalnie...
Zgodzilam sie na rozmowę z psychoterapeuta. Głównie ze względu na nawrót depresji z ktora sobie nie radze.
Co do ostatniego komentarza to po oficjalnym ważeniu wyszlo 55kg w ciuchach.
I nie jest to powód do przytycia tylko do dalszego utrzymywania wagi. Ale cale szczęście zadowoli wszystkich 57. Mysle ze tyle moge mieć juz dziś. Bardzo sie przestraszyłam i zaczelam jeść a niekiedy wpieprzac. Wczoraj nastąpił bunt i dwa kubki maślanki musiały starczyć. Dzis będzie niewiele wiecej. Tzn ... Liczę na mniej... Bo w takim tempie to osiągnę nie 57, a 67kg do wyznaczonego dnia.
Czuje ze tkwię w tym gownie po uszy. Od dwóch lat nie potrafię jeść normalnie...
Zgodzilam sie na rozmowę z psychoterapeuta. Głównie ze względu na nawrót depresji z ktora sobie nie radze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)