nie wiem czy jeszcze żyje czy to tylko na zasadzie przetrwania kolejnego dnia. Nie mam sil. Od 1 lutego pracuje codziennie po 12h...
dzis,znowu praca. Żeby bylo kolorowo to nie jem normalnie. Wczoraj Np kawalek marchewki i paczka ciasteczek. Albo innego dnia... Tabliczka czekolady. Niby musze czerpać energię na ta codzienna bieganine,ale kurde! M.! Ogarnij sie!!!!! ;(
chce mi sie plakac. Zresztą nic innego nie robie od miesiąca... Prawdopodobnie na dniach moje szczęście sie skonczy.. Tzn szczęściem to to bylo jeszcze w grudniu. Teraz to są ciągle żale i smutki. On kocha mnie nad życie.. Ja go chyba tez. Ale co chwile sie o cos sprzeczamy. W zasadzie, to ja mam ciągle pretensje... Ale nie wytrzasniete z kosmosu... Sensowne.
Boli mnie to wszystko... Jestem przemęczona... Czy ja będę szczęśliwa?
Niestety w miłość wpisane są różnice charakterów, kłotnie, łzy. Samacoś o tym wiem. Zadaj sobie jedno podstawowe pytanie: czy on jest wart tego abyś dla niego przez to wszystko przechodziła?
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie masz tak wyidealizowanego obrazu mołości i szczęścia jakie ja miałam, bo upadek wtedy moźe zabić.
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
Trzymaj się lekko :*
Aniołku! *hug*
OdpowiedzUsuńPodziwiam cie za ta wytrwałość I że dalej dajesz rady pracować
Pozatym zawsze przypomina mi sie cytat : jeśli się klocimy z kims to znaczy ze nam na tej osobie zalezy a gdzie jest swiatlo tam i cień
Trzymaj się,
Annie xoxo
Ja pracuję po 25 godzin ;) Przywykniesz :)
OdpowiedzUsuń