środa, 1 maja 2013

No i wczoraj chyba nie było tak źle, bo wieczorem bardzo dużo ćwiczyłam, aż padłam ze zmęczenia :D
I od tego obiadu już nic nie jadłam, więc od 15 do dziś rana nie było po nim śladu, a na wadze cudne 64 kg :D
Tzn, wiem okropne... Ale lepsze niż 69, po których się pozbierać nie mogłam...

Dziś zjadłam:

Śniadanie:
3 kromki chleba razowego z jakaś białą, chudziutką kiełbaską. :) 3x 75kcal=225 kcal plus ta kiełbasa, to z 300 kcal razem...

Drugie śniadanie:
Odpuszczam, bo nie jestem głodna, zaczekam do obiadu :)

Obiad:
Warzywa! :D 200kcal.

Podwieczorek:
Tradycyjnie- kawa 80kcal :)

Z kolacją było gorzej, bo zjadłam to samo co na śniadanie... Jednak pieczywo chrupkie jest trzy razy mniej kaloryczne, ale byłam taka głodna (pół dnia spędziłam na cmentarzu, potem biegiem na autobus, który uciekł, więc biegiem na tramwaj który też uciekł... Możecie sobie wyobrazić jaka byłam wściekła ;p Więc zanim wróciłam do domu, była 17.15... zrobiłam sobie kanapki i już je zjadłam. Ale nie ma 18.00 więc może nie jest tak źle. :) Wieczorem jeszcze ćwiczenia, więc jakoś damy radę :)))
Wiem, że nie mam aż takich bilansów jak niektóre z Was... Ale nie potrafiłabym nic nie jeść cały dzień, albo zamknąć się w 100kcal... Źle się wtedy czuję i nie mogę funkcjonować... A potem to co zrzucę i tak wraca... Dlatego staram się jeść normalnie, ale zdrowo i nie jem po 18 (wcześniej potrafiłam nawet o 23 coś jesć O_o...) I oczywiście dużo ruchu!

+300 kcal kolacja.

RAZEM: 880 kcal. 

3 komentarze:

  1. oj, tam nic nie mów fajny masz bilans. I gratuluję 64 kg :) Będzie coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie idziesz do przodu i chudniesz , gratuluje
    bilans ładny , tak trzymaj :)

    http://thinchudosc.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie mogłam zrzucić po zimie, świętach... od października chyba się nie ważyłam i pewnie bym tego nie zrobiła, gdyby nie przymusowa wizyta u lekarza (17 kwietnia) i tam mnie ważyli... Jak zobaczyłam na wadze 69kg to nie mogłam przez tydzień tego zrzucić... Tzn, owszem ubywało, ale następnego dnia już wracało, mimo, że nie jadłam prawie wcale!
    Teraz np. do 60 też będę miała problem żeby schudnąć... Bo waga już stoi na 65kg... Ale to znieść mogę, byleby nie było więcej.

    OdpowiedzUsuń